INFLACJA

Najlepszą definicją inflacji i deflacji jest ta, należąca do Miltona Friedmana. Inflacja to ekspansja podaży waluty, a deflacja to skurczenie podaży waluty. Jeżeli będziemy rozszerzać podaż waluty, w efekcie ceny skoczą do góry, a jeżeli będziemy skurczać podaż waluty - ceny spadną. Można to sobie łatwo zobrazować jeżeli wyobrazimy sobie gąbkę leżącą w kałuży. Kałuża jest walutą, gąbka to ceny. Jeżeli powiększymy kałużę (dodrukujemy pieniądze), gąbka tym wszystkim nasiąknie (będzie musiała wessać nadmiar).

Rządy wszystkich państw ciągle tworzą nowe pieniądze i wrzucaja je do obiegu. Dlatego ceny produktów i usług nadal rosną. Nie przez ich producentów, tylko przez fakt, że waluta, którą obecnie się posługujemy traci siłę nabywczą i dlatego np. za 100 PLN każdego roku kupimy coraz mniej rzeczy. To waluta idzie w górę - a nie ceny.

Obecnie świat jest wielką bajką z serii "Poczytaj mi mamo". Nic nie jest prawdziwe. Wszystko to obietnice. Takie właśnie jest pierwotne założenie waluty. Przed walutą mieliśmy barter (wymiana towar za towar), czyli ja dam Ci trzy kokosy, a ty mi cztery ryby, gdyż to w miarę "sprawiedliwa" wymiana towarów.

Jednak to cały czas się komplikowało więc ludzkość musiała wymyślić coś podobnego do "pieniędzy". Czyli środek wymiany który jest przenośny i podzielny. I cały problem w tym, że straciliśmy coś ważnego w tym aspekcie wiele lat temu. Straciliśmy standard złota, czyli wartość jaką powinien zawierać w sobie pieniądz. Dlatego dziś mamy cyferki i rachunki, a co za tym idzie walutę, która jest niczym innym jak bajką o czerwonym kapturku.

Luzowanie ilościowe >>

ryczący grizzly
australijski kangur
krugerrand